niedziela, 4 stycznia 2009

"Titanic na panfu" cz.3



"Titanic na panfu"


cz.3


Gdy zeskoczyłam złóżkam, poczułam... wode! cłą ziemie pokrywała cienka warstwa wody. Wiedzieliśmy ze trzeba uckiekać. ubrałam się i zaczełam pakować. lecz nim zdązyłam to zrobić, doi mojego pokoju wtargneli ludzie pracujący na statku, zrzucili z góry szafy kapoki i krzykneli:
-zakładac kaopki!- to wszystko, lecz od razu zrozumiałam co się dzieje. Statek tonoł! zostawiłam wszytko i razem z bolsiami na ramieniu i gracją obok pobigłam do wyjscia na gróe statku. pingwina zobaczyliśmy już na schodach. prawie wszyscy tam byli, bo brama do wyjścia była zamknieta. na nic się nie zdały krzyki, najpierw do szalup wchodzili pasażerowie pierwszej klasy.
nie wiedziałam co robić. gracja też łamała głowe. nagle zobaczyłam tamaki, która podbiegła do bramy i coś powiedziała do strażnika stojącego przy bramie. on kiwnoł jej i odszedł. ledwo zniknoł za horysontem, ona otworzyła btrame i powiedziała:
-dobra, wychodzić!- nikomu nie trzebało tego powtarzać. wszyscy od razu zaczeli wychodzić. jak byłam przy niej spytałąm się, jak jej się udało spławić straznika.
-to proste. powiedziałam mu że on jest strasznie potrzebny na górze, a tutaj zaraz przyjdzie inni, więc ona mu klucze przekaże. snaks też to robi.
-a snaksior?-spytałam ze strachem!
-on dostał się na dół i wszędzie cie szuka.- gwałtownie zawróciła. i przy okazji przekazałam gracji moje bolisie. powiedziałam że zaraz wróce i żeby się o mnie nie martwiła. biegłam losowo po korytażach. na szczęście go zobaczyłam, lecz teraz musieliśmy wyjść z tego piętra. nie pamiętałam, jak tu doszłam. doszliśmy do schodów, lecz był zamknięte. nie mogliśmy wrócić bo cały dolny korytaż zalało! snaksior chyba coś dostrzegł, bo zanurkował po chwili wyłowił się z kluczami. woda dosięgała nam już do szyi! zaczoł nerwowo przeklęcać coraz to nowe kluczyki (był ich całe pęczek!) po zamku. gdy ledwo oddychaliśmy, w końcu drzwi się otworzyły. weszliśmy na góre. nagle usłyszeliśmy płacz. należał on do małej pandy. nie mogliśmy jej zostawić! snaksior wzioł ją na ramię i uciekliśmy. nagle jednak jakaś panda wyjrzała zza korytaża, i krzycząc coś po jakimś innym języku, wzieła dziecko i pobiegła w strone drzwi za któymi, piętrzyła się ściana wody.
-nieee!!!!-zaczeliśmy krzyczeć, ale za późno. drzwi zostały wyważone wodą, a mała panda i jej rodzic utoneli. nam się jednak udało wejść na schody. wyszliśmy na otwartą przestrzeń statku. nie było szalup! (wzięto o połowe za mało) podobno na dziobie było ich więcej. poszliśmy tam, lecz nie brali mężczyzn1 nie chciałam nigdzie wyruszać bez snaksiora. w oddali w szalupie zobaczylismy snaksa i tamaki.
-nie wsiąde do tej szalupy!-oświadczyłam nagle
-nie bądzi głupia! mósisz to zrobic!- snaksior nie chciał mnie zatrzymać
-nie!!!!-uparłam się-nie bez ciebie!-lecz mężczyzn nie brali.
-musisz iśc!- w końcu uległam. lecz patrząc na niego nie mogłam wytrzymac. wyskoczyłam z niej, a była to ostatnia szalupa.
-bez ciebie nie ide!-krzyknełam
-choć! musimy jak najdłuzej zostać na pokładzie-nie było innego wyjścia. statek zaczoł się ustawiać do pionu. zaczeliśmy się piąć w góre. w końcu się udało. dobiegliśmy na dziób, który akurat był w górze! tam gdzie się poznaliśmy! snaksior złapał się płotku i objoł mnie w pasie. statek już prawie był w pozycji pionowej, gdy nagale całe światło na nim zgasło. musiał wybuchnać odpowiadający za to urządzenie. i nie wiem czy ten wybuch, czy może przeciążenie, ale coś spowodowało pęknięcia titanica na dwie części. jedna z nich poszła na dno, a druga, na której byliśmy my poleciałą na wodę, zalewając setki pand które spadły ze statku. lecz nie na długo staliśmy w pozycji poziomej, gdyż zaraz potem statek znów zaczoł się ustawiac tak jak poprzednio.
-musimy się przemiescić!-krzyknełam i razem ze snaksiorem wdprapaliśmy się na tą część płotu, która był (gdy statek normalnie błynoł) siekrowana w tył, a teraz w góre. zatrzymaliśmy się dopiero gdy statek dokłednie się ułożył do pionu. wiele pand spadało, inee kurczowo trzymały się płotów, drabinek i innych rzeczy. po kilku minutach poczuliśmy ze coś nas wciąga pod wode. to statek tonoł! spanikowałam. tak czy siak, na szczęście obaj mieliśmy kapoki, lecz nie wiedziałam, czy one wygrają w konkurensji z falami. byliśmy już prawie w wodzie. głęboki wdech i... zanurkowaliśmy do lodowatej wody. trzymaliśmy się za rękę i omal nie utoneliśmy. udało nam się jednak wynurzyć z wody. wokół nas krzyczało półtora tysiąca pand i pingwinów. niedaleko dryfowało 20 szalup. na zawracały, mimo naszego krzyku. sama jednak zaczełam płynąć ku nim. Musimy przezyć! mętliło mi się gdzieś w głowie. lecz zmęczenie wzieło góre. razem z snaksiorem staneliśmy, choć bliżej łodzi, nadal daleko. złapaliśmy się baltu jekiegoś stołu, zresztą nie wiem czy to był blat czy coś innego. ważne ze było to coś, o co mogliśmy się oprzeć. robiło się coraz ciszej. połozyłam głowe na tym "czymś" i zamknełam oczy. nie wiem ile tam leżałam. może 5 minut, może godzine. pamiętam tylko, ze gdy otworzyłam oczy ujrzałam słabe światło. była to łódź!
-snaksior! - powiedziałam, ale byłam tak słaba że brzmiało to jak szept.
-snaksior! płynie tu łódz! snaksior! snaksior... snaksio...-powoli do mnie dochodziła gorzka prawda, lecz jeszcze w to nie wierzyłam. z uporem powtarzałam swoje. lecz sytuacji która się stała, nie dało się zmienić. snaksior umarł. musiał zamarznoąć jak wiele innych pand i pingwinów. na poczatku położyłam oczy na blacie i chciałąm zasnąć. zasnąć i obudzić się przy nim, w ciepłej kajucie. lecz to było niemożliwe! a skoro płyneła tu łódx trzebało to wykorzystać. zaczełam krzyczeć, ale nie było to głośniejsze od normalnej wymowy. nie widziałam co robić, gdy nagle przpomniałam sobie o kapoku. przeciesz przy nich często sa gwizdki. znalazłam swój i zaczełam gwizdać. usłyszeli! zawróili! weszłam do nich do łodzi, zostałam otulona ciepłym kocem. nagle zobaczyłam, ze jestem w tej samej łodzi co tamaki. jej brat, snaks był w innej. cichyma głosem zapytała się, gdzie jest snaksior. spusiłam oczy, byle tylko nie patrzec na nią i wyeptałam
-nie żyje..- ona nie zrobiło tego co się spodziewałam, nie wybuchła płaczem. tylko wyszeptała:
-spodziewałam się tego...- i wtluiła się w swój koc. już chciałam sie położyć i zasnąć, gdy nagle czyjaś ręka złpapała sie za burte łódki. podciągneła się i panda która się wyłoniła wysapała:
-podwieziecie mnie?-to była gracja! zaczełysmy się obściskiwać i opowiedziałam jej całą historie, od poczatku do końca. potem zasnełam. obudziły mnie krzyki pand. wołały one do statku, który nadpływał. zabrali nas i wszystko było już dobrze. dla pand które nikogo nie straciły, nie dla mnie. zobaczyłam, że bogata, Aniani i jaskrawa przeżyły. ale niegdzie nie było znajomego pingwina. moje bolisie cały czas były przy gracji, lecz niestety, słabsza czupryneka zgineła. niestety, blosis gracji takgze umarł, gdyż choroba połączona z lodowatą wodą była dla niego za wielka. na tym statku szcześliwie dotarliśmy do ameryki. patrzyłam na statue wolności i myslałam:
-gdzie ta wolnoś? gdie jest ta wolność, którą nie mogłeś się cieszyć, snaksiorze? - potem wszystko potoszyło się bardzo szybko. spędziła w ameryce miesiąć, a potem szczęśliwie wróciłam na panfu, i wszystko zaczeło się toczyć normalyn rytmem.
KONIEC
bochaterowie histori nie są we żaden sopsoub powiązani z prawdziwymi pandami o tym samym nicku. opowiada: panda labiaczka
autor: labiaczka
podana historia zdażyła się naprawde, lecz bochaterowie niej są fikcijni.

Titanic na panfu cz.2

oto druga część opowiadania:

"Titanic na panfu"
cz.2
Udało się! zdązyłam! nie mogłam w toi uwierzyć! byłam w niebie szukając swojej kajut!
- Sq24, hmmm, gdzie ona jest? o, mam...
trafiłam do jakiejś nory! były tam trzyłóżka, toaleta iszafa. i to wszystko! jedno łóżko było piętrowe, a drugie miało tylko to na górze, bo na dole był same deski. zajełam to samotne łózko. okazało sie, że pokuj dzieliłam z jedną inną pandą z panfu i jednym pingwinem z club pengiun. rozpakowałam się, i zaraz poleciałam zwedzac statek. był ogromny! zasługiwał na swoją nazwę! weszłam na dziób. wrażenie było niesamowite! statek prół z całą swoją predkością, było ciemno, nikogo orpócz mnie tam nie było...
stanełam na barjerce, rozłożyłam recę i krzyknełam:
-Jestem królową świata! juhuuuuuuuuuu...
poniosło mnie, was też by poniosło! wróciłam do siebie i nakarmiłam bolisie. zaczełam rozmawiać z pandą, a pingwin patrzył na nas zazdrośnie, bo nie miał z kim pogadać. Sprintek (bo tak się nazywa mój czarny blois, a drugi, różowy, czuprynka) zaczoł rozmawiać z niebieskim pufflem pingwina. czuprynka stała w kąciku swojego łózka i patrzyła (jest strasznie nieśmiała) jak sprintek rozkręca swoją rozmowe już nie tylko z siorbkiem (niebieski puffel) ale i z ciamkiem (czerwony puffel). w końcu jednak dzięki Sprinterkowi także zaczeła rozmawiać, ale tak mizernie. Ja sama dwoiedziałam się coś więcej od innej pandy, która nazywała się gracjapl. mówiła o tym, że bilet wygrała w loteri, bo jego właścieciel zachrowoał i zrezygnował z wycieczki. gracja miała jednego bloisia, bo reszte musiała zostawić, gdyz nie bardzo chciały jechać, no i miały jeszcze konkurs naukowy. Lecz ten jeden bolis był chory, a grzcja dowiedziała się o tym dopiero jka się rozpakowała, i on się jej poskarżył, że go gardło boli. leżał w swoim łóżku, lecz nie spał. gracja miała czarne włosy, krótkie za ucho, ulizane z grzywką. na sobie miała sukienke w czarno białą kratke, a buty miała też czarne, lecz bez obcasa, ale z rzemykiem, na oku miała tatuaż w kształcie gwiadzki. kolor jej futerka był czarny. razem udało nam się poznać imie pingwina, nazywał się pintuś. cały był ciemnoniebieski, na sobie marynarskie wdzianko, a na głowie marynarską czapeczke. bąknoł swoje imie, a potem zaczoł słuchać wolkmena i oglądac film na iPodzie. Późnym wieczorem poszłam z gracją na potancówki dla trzeciej klasy. było fajnie. gracja też dobrze tańczyła, ale o wiele lepsza była w siłowaniu się lub w graniu w karty. Tam byłyśmy prawie całą noc. nastepnego dnia płyneliśmy jeszcze szybciej, chyba z 50 węzłów na godzine! poszłam sobie sama przejść się po statku, gdy (jak na złość!) spotkałam bogatą i jej przyjaciólki!
- i jak? w tych twoich kajutach trzeciej klasy sa stoliki? a może pokojik do pogawędki? -czemu ona musi być taka nie znośna?-nie??? och, a to szkoda, bo gdzie zaprosisz swojego chłopka? -zanim zdązyłam cokolwiek powiedzieć, bogata rozkręciła się na dobre.
-bogata, daj spokuj przecież ona nie ma chłopka!-prychneła Aniani
-i nie będzie miała, kto by chciał taką biedną, brzydką pande i to jeszcze o niebieskich włosach!-wpadła jej w słowo jakrawa. Ani spiorunowała ją wzrokiem. nie lubiła jak ktos jej wpadał w słowo! lecz ja nie widziałam niczego, anie nic nie słyszałam. patrzyłam się na balkon nad nami. nie wierzyłąm włąsnym oczom! właśnie gdy bogata powiedziała "chłopaka" ona ujżałam pięknego chłopkaka, własnie na balkonie! był bogaty, miał kajute w pierwszej klasie, na sobie czarny garnitur, czarne, wypolerowane na połysk buty a co najważniejsze, niebieskie włosy! identyczne jak moje! tylko nie tak puszyste, i troche krótsze. bogata spojrzała na balokon, prychneła i powiedziała:
-kolejny dziwak! ale i tak lepszy od ciebie, a na pewno BOGATSZY! idziemy!-dziewczyny posłusznie poszły a ja się w niego wpatrywałam jeszcze przez kwadrans, aż on nie poszedł. potem długo jeszcze o tym myśłałam. zwieżyłam sie gracji, a ona zaczeła się śmaić.
-szkoda, pewnie łądne ciacho. ale jest bogaty, wątpie zeny związał się z kims takim jak my!- poczułam się troche urazona, ale tak czy siak gracja miała racje. westchnełam. mize miała racje? juz chciałam mysleć o czyms innym lecz nagle sobie coś przypomniałam. pamietam jak byłam amała i marzyłam by zostać reporterka. na spotkaniu w san franpanfu najsławniejszy reporter świata, powiedział:
-"w miłosci czy w rodzinie, służbowo czy prywatnie, gdy jest nadieja lub gdy nie ma jej nawet iskry to reporter nie często lecz zawsze pruje na przód, i nigdy, nigdy się nie poddaje!"
te słowa pamiętałam zawsze gdy pisłam bloga, gdy pisłaam dla gazetki bambo gazte. nigdy, nigdy się nie poddawałąm, i teraz też nie zamioerzałam!
-nigdy!-wyszeptałam i wybiegłam z kajuty.
-hę?-gracja nie mogła zrozumieć o co chodzi, a pingwin spiorunował ją wzrokiem, chyba myślał ze mnie obraźiła. pobiegłam na dziub. chyba kierowałam się intuicją, i dobrze, bo ona tam był! stał nad barierką i myślał. pomyślałam o moich bolisiach. o czuprynce, która zawsze bała się zgadać kazdego, i o sprinterku, który zagadywał bolisie spotkane na ulicy. postanowiłam że będę brać z niego przykład!
-zamirzasz skoczyć?-wypaliłam. miałam ochote zapaść sie pod ziemie gdy na mnie spojrzał. jego oczy (tak jak i włosy) były ciemno niebieskie. popatrzył na mnie jak na idiotke, i jakby się nad czymś dziwił. zamknełam oczy! ale jest głupia że o ogule coś do niego powiedziałam!
-wiesz, zastanawiałem się nad tym!- odpowiedział zartobliwie i się zasmiał. ze zdumieniem otwarłam oczy. nie wierzyłam1 powiedział do mnie jak do koleżnaki! oparłam się o barierke i powiedziałam spoglądajac w dół:
-nie radze, jest zimna.- znów na mnie spojrzał, ale tym razem z podziwem
-jak bardzo?-widac, ze się gorączkowo nad tym zastanawiał
-nie wiem, to zalezy. ale na pewno nie powyżej zera, bo jest późny wieczór, a to jest północny atlantyk. poczujesz jakby ktos w ciałe ciało wbijał ci szpilki.-zbladł
-aha-wymarotał i przełknoł śline
-więc dobrze, że nie skoczyłem
-a dlaczego chciałeś to zrobic?
-czułem się jak w pułapce pieniędzy. wiesz, czasem zazdrosze takim jak ty.
-czyli?
-biednym. takim którzy mogą robic co chca, pływać w zimnmej wodzie w ubraniu, taplać się w błocie. ja nie mogę. takim którzy sami zarabiają jna życie, którzy idą do pracy, spotykają przyjaciuł, i zawsze mogą robić na co mają ochote, nie muszą być zawsze na tip-top.- miał racje. nigdy się nad tym nie zastanawiałam. faktycznie, nie zawsze miałam kase na ulubione ubrania, ale zawsze mogłam robić co chce! nikt mi nie zabraniał sie taplać w błocie, wspinać na wulkan, a nigdy nie widziałam żeby bogata, Aniani albo jaskrawa to robiły. myślaam że nie chciały, ale zawsze sie zastanawiałam sie co jest takiego w jej spojrzeniu,. teraz wiedziałam. tam był smutek, zazdrość. spuściłam wzrok. nagle ożywiłam się. wpadł mi pewniem pomysł!
-co ty robisz zawsze wieczorem?-spytałam podchwytliwie.
-nudze się.-to mnie zbiło z tropu!
-nie idziesz do jakiejś restauracji, na potancówki itp.
-tam się właśnie nudze!
-a chcesz się choć raz dobrze bawić wieczorem?-ośmiechnełam sie podchwitliwie. myślałam że powie ze mu nie wolno, ze nie chce, ale warto było sprubować!
-pewnie1 o tym włąsnie marze!-a jednak!
*
zabrałam go tam gdzie zawsze ja z gracją spędzam wieczór. dziś jej jednak nie było. razem tańczyliśmy, on pokazał innym jak się siłuje, był duużo lepszy od gracji! bawiliśmy sie świetnie! na koniec on powiedział że zabierze mnie na swoje "nudy" ciekawy pomysł, no ale przecież nie może! one jednak powiedział ze zaporszeni moga, a on pożyczy jej jedną zw strojów swojej siostry! następnego dnia, a raczej wieczoru wystrojona w jakąś ciasna i niewygodną sukienke poszłam z nim na jego atrakcjie. sala była przepiękna, żarcie pyszne, ale nie było tam atmosfery! nikt sie nie siłował, jeśli ktos tańczył to tylko walca albo tango, nikt tam nie skakał, nie grał w karty, szczerze to sie tam nudziła, i gdyby nie muj ukochany niebiskowłosy nie wytrzymałabym tak. on nazywał sie snaksior, bardzo podobnie nazywał się jego brat, snaks. jego siostra zaś tamaki. ona jedna wiedziała o tym ze jestem z trzeciej klasy, bo przecież miałam jej sukienke. ale nic nikomu na szczęście nie powiedziała. nie bawiłam się fajnie, ale na szczeście byłam przy nim! snaks i tamaki byli w tym samym wieku, młodsi od snaksiora. ja też byłam od niego młodsza, ale starsza od nich. usmiechnełam się do niego. on mi się odwzajemnił.
*
szybko wróciłam do swojej kaujty. nie wiem cy cieszyć sie z tego wieczoru czy nie. szybko jednak zasnełam. obudził mnie wstrząs, a moze moja wyobraźnia? gdy zeskoczyłam z łóżka poczułam coś dziwnego!
koniec części drugiej!

titanic na panfu

dobra, oto obiecane opowiadanie! nazwa:






"Titanic na panfu"


Przechadzłam sie po tarasie zamku zła jak nie wiem co! Jak zwykle byłam spłukana, a chciałam sobie kupić wystrzałową bluzke. Oparłam się o płot. W oczach innych znałąm już całą wyspe, ale ja wiedziałam ze jest jeszcze wiele tajemnic kryjących się w niej. chciałam iść do dyzkoteki zobaczyć, czy nie ma przypadkiem w tym tygodniu jakiejś imry, bo musiałam się rozerwać, ale usłyszałam za sobą chichot trzch największych plotkarek panfu. nie lubiałam ich, bo były nieznośne, uważały sie za królowe, i nikt inny ich nie obchoził. Wszystkie trzy miały złoty pakiet, i uważały że pandy bez niego są gorsze. Jedyną ich (w moich oczach) zaletą było to, że nie strajkowały o zniknięcie zp. Bo i po co? były tak pogate, ze mogły sobie sprawić wszystko! Najgorsza z nich nazywała się Bogata, miała blond włosy, na które zkładała zawsze czarny beret. Dzsiaj miała na sobie białą, przykrótkawą i z kapturem bluze, na której widzniał broktaowy napis "panfu" na biodrach małą mini ze złoconym paskiemm, a na nogach błyszczały czarne buty na obcasach. Kolor futerka miała żółty, lecz ona mówiła że jest złoty. Pozostałe jej przyjaciułki maiły na imie Aniani i jaskrawa. Ani (w skrócie Aniani) miała różowe, krótkie włosy, różwoą sukienke z falbanaki, i różowe butki z kokardkami. na włosach miała (z tego samego kompletu co buty i sukienke) opaske z kwiatkami. Futerko miała różowe jak jej włosy. Jaskrawa ubrana była podobnie jak Ani, są jednak różnicą, że kolor jej stroju był żółty, włosy czarne z grzywką (proste jak drut, a krótkie tak jak włosy Ani) a jej futerko miało kolor błękitny. Wszystkie trzy miały bogatych rodziców (bogata: genka /mama/ lumpik /tata, Aniani: monka /mama/ ciupek /tata/, Jakrawa: mima /mama/ sinko /tata/) ale bogata była najbogatsza. żadna z nich nie miała rodzeństwa, i całe trio mieszkało w różowych pałacach. Uważały się za najlepsze na panfu! Normalnie obok nich przechodziłam bez słowa, świadoma tego ze zaraz po tym zaczną plotkować o moich nie modnych ciuchach. Ale nawet jak się ubrałąm najpożoądniej jak umiałam, to i tak się wyśmiewały ze mnie! dlaczego? to z powodu moich grubych, krótkich, niesfornych niebieskich włosach. nie dało się ich przefarbować, choćbyś nie wiem co robił! ale ja je lubiłam. dziś chciałam tak samo przejść noe odzywająć się nawet, ale one mi nie dały.
- i co, twoja chatka jest już pełna łez, czy nie stac cię nawet na nie?- zaczepiła mnie Bogata
-??????????- o co jej chodzi???
-och, patrzcie, jest tak nie mądra, że nawet nie wie o co mi chodzi!- kto tu jest nie mądry? samo nauczenie jej że panfu jest wyspą trwało cały rok! (na początku myślała że panfu jest jej królestwem!)
-O co ci chodzi? twoja głupota wymyśliła sobie jakąś niestworzoną okazje?
-Tak, jest okazja, ale nie zmyślona. nie wiesz że panuf zbudowało największy i najomcnejszy statek na świecie?- żeczywiście, o tym nie wiedziałam, bo nie kupiłam wczoraj gazety, i nie zamieżałam tego ukrywać.
- nie, nie wiedziałam, ale dlaczego miałabym wylewać łzy?- powiedziałm twardo
-bo ten statek odpływa za tydzien, a bilet w pierwszej klasie kosztuje 5 000 000! No cóż, na to cie, raczej nie stać- tu popatrzyła z drwiacym usmieszkiem na mó budżet ( 256 zł)- Więc specjalnie dla ciebie zobaczyłam ile kosztuje bilet w trzeciej klasie! tylko 999 999!
-coooooooo?- wyrwało mi się, zanim sie ugryzłam w jęsyk!
-Chi chi chi chi!- Jaskrawa i Aniani zaczeły chichotać, a bogata uśmiechneła się drwiąco!
-Chyba możesz się pożegnać z zweiedzeniem reszty świata, skoro cię na to nie stac! z tego statka robią wilkie wydażenie, każda szanująca się panda powinna tam byc!- prychnełai razem ze swoim psiapsiułkami odeszła do swojej chatk zeby się spakować. Zaraz poleciałam do kiosku kupić gazete. Bogata miała racje w kążdym calu! Titanic (bo tak nazywał się ten statek) odpływał za tydzioeń, i stawał w ameryce. Musiałam tam pojechać! szybko znalazłam prace w salonie piękności, i to był błąd, bo bogata i jej przyjaciułki chodziły tam przynajmniej 3 razy dziennie! na początku odnosiłam sie do nich z szacunkiem, ale w końcu nie wytrzymałam, i żuciałam sie na nią. natychmiast zostałam zwolnina, muj budżet wnosił 1 250 zł, a zostało pieć dni. udało mi się na szczęsćie zatrudnić w restauracji, i tam zarobiłam 10 000 zł. po trzech dniach musiałam jednak odejść z pracy, bo ktoś o lepszym doswiadczeniu zajoł moje stanowisko. zostały dwa dni, a ja miałam 11 250 zł! na jeden dzien stałam się dj i zarobiłam (łącznie z napiwkami) 13 450 zł. tak więc w przed dzien wyjazdu titanica miałam 24 700 zł! dalsze prubowanie zarobienia wyznaczonej sumy nie miało sensu. w pięć godin przed odjazdem wybrałąm się na impre (jakąś, podżedną) bo nie miałam serca oglądać wyjazdu titanica. siedziałam tam i piłam orenżade, gdy nagle DJ oświadczył konkurs tancerski, a zwycięsca dostanie 1 000 000! to było to! moja szansa! byłam świetna w tańczeiu! zaczełam wywijać dziekie pląsy, a w śród zawodników nikt mi nie dorównywał! wygrałam! miałam teraz cztery godziny żeby się spakowac, wpechnełam wszystko do walizy, wzełam swoje bolisie i poleciałam jak strząła na statek! zdążyłam dosłownie w ostatniej chwili!
koniec części 1!

sobota, 3 stycznia 2009

zmiana tamatu bloga!

hmm, ten blog raczej nie rozwinie skrzydeł, chyba ze... zmienie temat bloga! pisanie trzech blogów o tym samym temacie, i na kązdym ma byc inna ntoka, tyle nowości nie ma, więc notki były by na wszystkich trzech lobgach bardzo żadko, bo zaczełam jescze prowadzić blog razem ze snaksem! tak więc ten blog będzie opowiadał o... zmyslonych historyjkach o panfu! chodz o to, że jak np, pojawi się jakaś sprawa, to ja wyciągne z czego sie zaczeła, niektóre historyjki będa całkowicie zmyślone, inne troche oparte na faktach, a jeszcze inne będą przedstawiało co się zdarzyło wcześniej! postacie będą czasem autentyczne, a czasem zmyślone, fikcyjne! mam już jedną opowastke, ale dam ją jutro! papa!

środa, 24 grudnia 2008

cze!

cze!

To ja, czyli labiaczka1 Znacie mnie zbloga www.panfu-labiaczka.blog.onet.pl i www.sims2-fan-sims2.blog.onet.pl ale postanowiłam zrobić też blog na blogspot'cie. Tak więc będą tu zamieszczane różne przygody o panfu itp. to jest mój pierwszy post, a w pierszym poście nigdy się nie rozpisuje, ale co tam! akurat mam nieziemską ochotę pisać! tak więc pierw zapraszam was do wzięcia udziału w akcji "Przeciw kopiarzom!" szczegóły na moim blogu >>klik<< koniecznie weźcie udział w tej akcji! a co do świąt, można powiedzieć ze ten blog jest prezentem świątecznym dla was, bo został ząłożony... dokładnie 24 Grudnia! zapraszam was do codziennego zaglądania na ten blog! papa!